Części publicznego serwisu dało się używać wyłącznie myszką. Jedną z nich był suwak „przed i po" w opisie wdrożenia: nie było jak przesunąć go z klawiatury, a na telefonie palec przesuwany po nim w ogóle nie przewijał strony — element zatrzymywał cały ekran. Zdjęcie nałożonego filtra w katalogu wymagało kliknięcia w krzyżyk wielkości dwunastu pikseli, którego czytnik ekranu nie widział, a klawiatura nie umiała dosięgnąć.
Teraz to wszystko działa. Suwak jest prawdziwym suwakiem: przyjmuje zaznaczenie, przesuwa się strzałkami, skacze na krańce klawiszami Home i End oraz mówi, które dwa zdjęcia porównuje i w którym miejscu stoi. Strona znów przewija się przy przesunięciu palcem po nim. Filtry zdejmuje się nazwanymi przyciskami na tyle dużymi, żeby trafić w nie kciukiem.
Każda strona zaczyna się teraz odnośnikiem, który przeskakuje nagłówek serwisu — kto porusza się klawiaturą, nie przechodzi już przez dziewięć tych samych elementów, zanim dotrze do treści. Nagłówki poprawnie opisują strony: jeden tytuł na stronę, żaden nie jest zagnieżdżony w drugim, żaden poziom nie jest pominięty. Z tego właśnie czytnik ekranu buduje spis treści strony.
Wszystko, co ruszało się samo, da się zatrzymać. Automatycznie odtwarzane filmy mają przycisk pauzy, a jeśli urządzenie ma ustawione ograniczenie ruchu, startują zatrzymane, a przewijające się paski z logotypami i zastosowaniami stoją w miejscu — nadal czytelne i przesuwalne ręcznie, a nie ukryte.
Elementy, które nic o sobie nie mówiły, teraz się przedstawiają — tak samo po polsku, angielsku i ukraińsku. Wybór języka mówi, czym jest i który język jest ustawiony, i pokazuje ten język od razu, zamiast być pustym polem do czasu wczytania strony. Pola w kreatorze próbki podają własne nazwy, a odrzucony adres e-mail jest powiązany z komunikatem wyjaśniającym przyczynę.
Zmiany zachodzące bez przeładowania strony są od teraz zapowiadane na bieżąco: kolejne pytanie w quizie o oznaczaniu, liczba wyników wyszukiwania w katalogu, gotowy plik w narzędziach do oznaczania i odrzucone wgranie.