Jeśli zleciłeś zmianę adresu e-mail na swoim koncie, przychodziła wiadomość, klikałeś odnośnik — i nic się nie działo. Adres zostawał ten sam. Odnośnik przestawał potem działać, co wyglądało tak, jakby swoje zrobił.
Zawiodły dwie rzeczy naraz i wzajemnie się przesłaniały.
Konto wymagało potwierdzenia zmiany jednocześnie ze starego i z nowego adresu. Kliknięcie w jeden odnośnik zostawiało zmianę w połowie drogi, w oczekiwaniu na drugie potwierdzenie, o które nikt nie prosił. A strona, na którą trafiałeś, nie mówiła nic: zmiana zakończona powodzeniem i odnośnik wygasły odsyłały w to samo miejsce i w takim samym milczeniu, więc nie dało się rozpoznać, co się właściwie stało.
Zmiana adresu to jedyna rzecz, której w tamtej chwili nie sprawdzisz nigdzie indziej. Jeśli system nie powie, co się wydarzyło, nie powie tego nikt.
Co jest inaczej. Na nowy adres idzie jedna wiadomość, a jedno kliknięcie kończy zmianę. Strona nazywa następnie adres, na który konto przeszło, więc nie musisz zgadywać. Jeśli zmiany nie da się dokończyć — najczęściej z powodu wygaśnięcia odnośnika — strona mówi to wprost, zaznacza, że adres pozostał bez zmian, i odsyła Cię do ustawień.
Poprzedni adres dostaje teraz powiadomienie. Gdy zmiana dochodzi do skutku, na adres, który konto właśnie opuściło, idzie krótka wiadomość z informacją, dokąd konto przeszło. Jeśli ktoś kiedykolwiek zmieni adres na Twoim koncie, dowiesz się o tym pod adresem, który wciąż kontrolujesz.
Kiedy zmiana czeka na potwierdzenie, ekran ustawień teraz o tym informuje, zamiast wyglądać, jakby nic nie zostało zlecone.