Zamówiłeś zdjęcia z oznaczeniem AI i wgrałeś je do sklepu. Między Twoim dyskiem a ekranem kupującego stoi jednak kanał, który to zdjęcie przetworzy, a część kanałów przy okazji zdejmuje oznaczenie i nikogo o tym nie informuje.
Sprawdziliśmy dziewięć z nich, plik po pliku, i wynik jest mniej oczywisty, niż się wydaje. Daty stoją przy każdym pomiarze, bo kanały zmieniają zachowanie i wynik sprzed miesiąca nie jest obietnicą na przyszły kwartał.
Ten tekst mówi, co z tych pomiarów wynika dla Twojego sklepu. Jak dokładnie je robiliśmy i gdzie ta metoda ma granice, opisuje osobny wpis techniczny.
To są dwa różne pytania, nie jedno
Oznaczenie zdjęcia to dwie warstwy w jednym pliku. Pierwsza to podpisane poświadczenie pochodzenia: zapis dołożony przez narzędzie, które obraz wytworzyło, zabezpieczony podpisem kryptograficznym. Druga to zwykły zapis w metadanych, mówiący wprost, że obraz powstał w modelu generatywnym. Żadnej z nich kupujący nie widzi gołym okiem.
O każdym kanale trzeba więc zadać dwa pytania, a nie jedno.
Czy kanał oznacza publikację. Czy przy zdjęciu albo przy poście pojawia się etykieta, którą kupujący przeczyta.
Czy kanał przenosi pochodzenie dalej. Czy plik, który kanał serwuje Twojemu kupującemu, nadal niesie tamte warstwy w środku.
Rynek myli te dwa pytania, a odpowiedzi bywają przeciwne. Jest serwis, który stawia etykietę na poście i jednocześnie serwuje plik zdjęty do zera. Jest drugi, który etykietę stawia tylko warunkowo, za to pochodzenie przenosi w całości. Pierwsze pytanie dotyczy tego, co widzi kupujący. Drugie tego, co da się potem wykazać.
Co robi Twój sklep
Sklep jest pierwszym ogniwem po Twoim dysku i najczęściej przesądza o wszystkim, co dzieje się dalej. Zmierzyliśmy cztery drogi: wgraliśmy ten sam plik i odczytaliśmy każdy rozmiar, który sklep potem wystawia.
| Kanał | Zapis w metadanych | Podpisane poświadczenie | Kiedy zmierzone |
|---|---|---|---|
| WooCommerce | dochodzi do każdego rozmiaru, łącznie z tym na karcie produktu | tylko do pełnego rozmiaru i tylko przy pliku nie większym niż 2560 px po dłuższej krawędzi | 6.08, powtórka na naszym pliku 22.08 |
| PrestaShop 8 i 9 | nie przechodzi nigdzie | nie przechodzi nigdzie | 6.08 dla wersji 8, 22.08 dla wersji 9 |
| IdoSell | dochodzi do każdego rozmiaru | tylko po odznaczeniu domyślnego profilu zdjęć przy konkretnym zdjęciu | 20.08, domiar 5.09 |
| Allegro | nie przechodzi | nie przechodzi | 6.08, potwierdzone własnym wgraniem 7.08 |
Najostrzejszy pojedynczy wynik dała Presta. Plik nazwany w panelu „oryginałem" wraca z dokładnie tymi samymi wymiarami co wgrany, waży piątą część tego, co wgrany, i nie ma w środku żadnej z dwóch warstw. Sklep rekompresuje nawet obraz, którego wcale nie skaluje, i nie ma tam ustawienia, które to wyłącza. Wersja 9 zachowuje się tak samo jak ósemka.
WooCommerce ma furtkę, ale wąską. Powyżej 2560 px WordPress tworzy wariant, którym podmienia „pełny rozmiar", i podpisane poświadczenie ginie. Poniżej tego progu plik idzie bajt w bajt. Zapis w metadanych radzi sobie lepiej: dochodzi do każdej pochodnej, także do tej, którą renderuje karta produktu.
Jedno zastrzeżenie do tego wiersza, bo bez niego byłby obietnicą. Propagację metadanych zmierzyliśmy 22.08 na WordPressie 7.1 z dostępnym Imagickiem. Starsza instalacja albo taka bez Imagicka nie została zmierzona i ten wynik jej nie obejmuje.
IdoSell zachowuje się inaczej niż obie tamte platformy. Zapis w metadanych przechodzi na każdym rozmiarze, a podpisane poświadczenie tylko wtedy, gdy przy zdjęciu odznaczysz skalowanie domyślnym profilem. Cena jest przy tym niemała: sklep nie generuje wtedy żadnych pochodnych, karta produktu traci podgląd dla mediów społecznościowych, a kupujący dostaje na kartę plik ważący blisko sześć megabajtów. To jest wybór do rozważenia, nie rekomendacja.
Ten wiersz ma słabszą podstawę niż pozostałe i nie chcemy tego zacierać. Przejście zapisu w metadanych zmierzyliśmy 20.08 na jednym produkcie w jednym sklepie, na cudzym pliku, który niósł pakiet z zupełnie innego narzędzia. Zachowanie podpisanego poświadczenia sprawdziliśmy 5.09 już własnym wgraniem, ale plik o naszej strukturze eksportu przez IdoSella dotąd nie przeszedł. Zachowanie wygląda na własność platformy, nie na ustawienie tego sklepu, i tak je czytamy - ale to jest odczyt, a nie druga potwierdzona próba.
Co robią platformy
Te same dwa pytania, zadane czterem serwisom, na których sprzedawcy najczęściej publikują materiał.
| Platforma | Oznacza publikację | Serwuje plik z pochodzeniem |
|---|---|---|
| tak, automatycznie (6.08 dla zdjęć, 31.08 dla wideo) | niezmierzone | |
| tak, automatycznie (6.08 dla zdjęć, 31.08 dla wideo) | niezmierzone | |
| YouTube | tak, automatycznie (31.08) | nie, zdejmuje do zera (1.09) |
| TikTok | warunkowo (1.09) | tak, i dokłada własny podpis (1.09) |
Dwa pola „niezmierzone" stoją w tej tabeli celowo. Materiały, które wgrywaliśmy na Instagram i Facebook, straciły oznaczenie jeszcze przed wgraniem, w edytorze wideo. Nie było więc czego zachowywać i o tej osi na tych dwóch platformach nie wiemy nic. To nie to samo co „sprawdzone i wychodzi zero".
Meta czyta poświadczenie w pliku, a nie znak wodny w pikselach. Zmierzone 6.08 dwoma postami z tym samym obrazem, różniącymi się wyłącznie warstwą metadanych. Plik z poświadczeniem dostał etykietę „Treści utworzone przez SI" w około dwie minuty. Plik z samym znakiem wodnym nie dostał jej ani wtedy, ani przy kontroli po dobie, 7.08.
TikTok stawia etykietę warunkowo. Na dwóch materiałach o tej samej naturze, wgranych tak samo i w tym samym czasie, etykietę dostał tylko ten, w którym pochodzenie poświadczał rozpoznawany wystawca zewnętrzny, a nie wyłącznie nasz własny podpis. Nie wiemy, w którym momencie doby ta etykieta się pojawiła: po kwadransie jeszcze jej nie było, po dobie już była.
Za to na drugiej osi TikTok wypada najlepiej z całej czwórki. Przy przekodowaniu materiału odbudowuje łańcuch pochodzenia i podpina go pod własny podpis, zamiast go zgubić.
YouTube robi dokładnie odwrotnie. Publikacja dostaje etykietę „AI" po paru minutach, a plik, który serwis potem serwuje, nie niesie ani jednego markera pochodzenia. Kupujący widzi etykietę u źródła, ale ktokolwiek pobierze ten materiał dalej, nie odtworzy z niego niczego.
Google Merchant niczego nie kasuje, tylko wymaga
Merchant Center bywa wskazywany jako kolejne ogniwo zdejmujące oznaczenia. Nie jest nim. Zmierzone 6.08: Google rehostuje wyłącznie miniatury i czyści je w całości, ale kliknięcie wyniku sponsorowanego prowadzi wprost do sklepu sprzedawcy, bo pełnego obrazu Google w ogóle nie hostuje.
Merchant jest odbiorcą, który zapisu w metadanych wymaga, i czyta go przy pobraniu obrazu wskazanego w Twoim feedzie. Ogniwem kasującym jest więc Twój sklep, a nie Google.
Konsekwencja jest praktyczna i ostra. Sklep na PrestaShopie nie spełni tego wymogu żadną drogą, bo kasuje metadane z każdego obrazu produktu, a feed wskazuje na obraz już przetworzony. WooCommerce i IdoSell przepuszczają ten zapis na każdym rozmiarze, więc tam wymóg jest do spełnienia bez żadnych zabiegów z Twojej strony - przy czym dla IdoSella opiera się to na jednym pomiarze opisanym wyżej, a nie na dwóch niezależnych.
Czego nie zmierzyliśmy: który dokładnie rozmiar wskazuje adres obrazu w feedzie. Dla obu warstw odpowiedź wychodzi dziś taka sama niezależnie od rozmiaru, więc to pytanie porządkowe, a nie rozstrzygające.
Czego to nie znaczy
Trzeba tu powiedzieć rzecz, którą łatwo przemilczeć, bo osłabia dramaturgię. Utrata metadanych w Twoim sklepie nie jest sama w sobie naruszeniem AI Actu po Twojej stronie.
Osadzanie oznaczenia w pliku to obowiązek dostawcy systemu, z art. 50 ust. 2, a nie Twój. Sklep nie musi osadzać niczego w metadanych na potrzeby AI Actu. Jeżeli więc sklep zdejmie zapis, którego wcale nie musiałeś tam mieć, żaden przepis tym samym nie zostaje złamany.
Znaczenie ma to jednak dla trzech innych rzeczy, i każda z nich jest realna.
Po pierwsze, dla etykiety na platformach. Automatyczne oznaczenie, które zobaczy kupujący, bierze się z warstwy w pliku. Bez niej po prostu nie zachodzi.
Po drugie, dla Merchant Center, które bez tego zapisu ofertę odrzuca.
Po trzecie, dla Twojej zdolności wykazania, że ujawnienie dojechało do odbiorcy. To już nie jest pytanie o metadane, tylko o dowód.
Co z tego wynika dla Ciebie
Jesteś podmiotem stosującym także wtedy, gdy zdjęć nie generujesz sam, tylko zamawiasz je u wykonawcy, o ile to Ty decydujesz o użyciu AI. Wynika to z art. 3 pkt 4 oraz z wytycznych Komisji, pkt (12) i (14): kontrola oznacza tu odpowiedzialność za decyzję o wdrożeniu i za sposób użycia, a nie kontrolę techniczną. Zlecenie pracy agencji albo freelancerowi niczego w tym nie zmienia.
Obowiązek widocznego ujawnienia powstaje przy tym tylko wtedy, gdy treść jest deepfakiem w rozumieniu art. 3 pkt 60. Art. 50 ust. 4 i wytyczne pkt (113) wymagają czterech przesłanek łącznie. Realny produkt na wygenerowanym tle w tę definicję nie wchodzi, ale wyłącznie dopóki sam produkt jest odwzorowany wiernie. Obraz, który pokazuje go korzystniej albo w lepszej jakości, niż wygląda naprawdę, jest deepfakiem, choćby nie było na nim żadnej postaci. Fotorealistyczna syntetyczna postać prezentująca produkt wchodzi w definicję zawsze.
Tam, gdzie obowiązek powstaje, wytyczne pkt (12) w ostatnim zdaniu dokładają rzecz, którą kanały robią trudną: masz podjąć proporcjonalne środki, żeby ujawnienie było widoczne dla odbiorcy końcowego również poza Twoim własnym sklepem. Wymieniają wprost warunki umowne z partnerami dystrybucyjnymi oraz ustawienia interfejsu.
Odwrotna strona tego zdania jest niewygodna. Marketplace, wyszukiwarka i sieć reklamowa nie są podmiotami stosującymi i na gruncie AI Actu nie odpowiadają (wytyczne pkt 16), a do zachowywania oznaczeń są jedynie zachęcane (pkt 98). Odpowiedzialność za dotarcie ujawnienia zostaje po Twojej stronie, mimo że kanał nie ma obowiązku niczego przenosić.
Jest jeszcze warstwa, o której łatwo zapomnieć, bo nie pochodzi z AI Actu. Ujawnienie ma być odczytywalne przez czytnik ekranu, co wynika z dyrektywy (UE) 2019/882; wytyczne pkt (144) potwierdzają, że sam AI Act nie dokłada tu odrębnych wymagań. Etykieta wypalona wyłącznie w pikselach dla czytnika ekranu nie istnieje. Potrzebne są obie warstwy: ta widoczna i ta odczytywalna maszynowo.
Zostaje pytanie, które w tym miejscu zadaje prawie każdy sklep. Czy nie prościej zrezygnować z oznaczenia i liczyć, że nikt nie zauważy? Ten lęk jest zrozumiały i dotyczy pieniędzy, nie sumienia, więc odpowiedź należy się pełna.
Zmierzone jest tyle: na Meta materiał pozbawiony warstwy metadanych etykiety nie dostał, także przy kontroli po dobie. Klasyfikator obrazu jej nie dołożył, choć ten sam obraz inne narzędzie rozpoznało jako wygenerowany z samych pikseli. Ramię kontrolne mieliśmy jednak wyłącznie na Instagramie i Facebooku. Dla YouTube'a i TikToka takiego ramienia nie było, więc o nich z tego pomiaru nie wynika nic.
Rezygnacja nie jest jednak trzecią opcją, bo obowiązek nigdy nie dotyczył metadanych. Dotyczy widocznego ujawnienia tam, gdzie treść jest deepfakiem, i dotarcia tego ujawnienia do odbiorcy. Realny wybór jest więc taki: oznaczenie kontrolowane przez Ciebie albo oznaczenie doklejone przez platformę wtedy i tak, jak ona zdecyduje, plus ekspozycja na sankcję z art. 99 ust. 4 lit. g, do 15 mln EUR albo 3 % obrotu, wyższa z tych kwot, a dla MŚP niższa (art. 99 ust. 6).
Czego nie musisz
Lista jest krótsza, niż się obawiasz.
Nie musisz etykietować wstecznie zdjęć wygenerowanych przed 2 sierpnia 2026 ani audytować istniejących baz. Wytyczne pkt (154) mówią o tym wprost i wykluczają nieproporcjonalny wysiłek, wskazując audyt baz jako przykład. Decyduje data wygenerowania, nie data publikacji.
Nie musisz osadzać niczego w metadanych na potrzeby AI Actu. To obowiązek dostawcy z art. 50 ust. 2. Metadane są w Twoich rękach narzędziem, nie powinnością.
Nie musisz też budować własnego rozwiązania tam, gdzie platforma daje swoje. Kiedy platforma udostępnia narzędzie etykietujące, możesz na nim oprzeć spełnienie art. 50 ust. 4 w obrębie tej platformy (wytyczne pkt 126). Słowo „w obrębie" jest tu istotne, bo poza nią sprawa wraca do Ciebie.
Co zrobić teraz
Cztery kroki, w kolejności, w jakiej mają sens.
Sprawdź, czy obowiązek w ogóle Cię dotyczy. Bramą jest definicja deepfake'a, a nie samo użycie AI. Quiz prowadzi przez cztery przesłanki i kończy się odpowiedzią, a nie listą wątpliwości.
Zobacz, co niesie Twój własny plik. Wgraj go do weryfikatora. Plik jest odczytywany w Twojej przeglądarce, nie trafia na żaden serwer, nie jest nigdzie zapisywany i nie potrzebujesz konta.
Powtórz ten sam test na pliku pobranym z Twojej karty produktu. To jest właściwy pomiar, bo mierzy to, co dostaje kupujący, a nie to, co wyszło od dostawcy. Rozjazd między tymi dwoma wynikami to dokładnie ta strata, o której jest ten tekst.
Jeżeli kanał zdjął oznaczenie, dołóż widoczne z powrotem. Narzędzie do oznaczania nakłada etykietę na obraz, również w przeglądarce i również bez zapisywania pliku gdziekolwiek.
Całą ścieżkę, od decyzji po gotowy plik, opisuje przewodnik Jak oznaczać zdjęcia AI.
Na cztery zmierzone drogi przez sklep dwie dowożą zapis w metadanych aż do kupującego, a dwie nie dowożą niczego. Sprawdzenie, w której grupie jesteś Ty, zajmuje jeden plik i mniej więcej minutę.
Ten tekst nie stanowi porady prawnej. Opisuje nasze pomiary i naszą lekturę przepisów na 6 września 2026; Twoja sytuacja może wymagać oceny prawnika.